Mimo licznych kampanii i akcji społecznych sposób, w jaki rodzą Polki, nadal nie spełnia europejskich standardów. Powszechną praktyką ciągle jest to, że kobiety są zmuszane do rodzenia w bolesnej pozycji leżącej, za znieczulenie trzeba płacić, a po porodzie matkę często oddziela się od dziecka.
Lekarze położnicy, którzy dziś we Wrocławiu spotykają się na międzynarodowej konferencji, apelują: polskie porody trzeba pilnie dostosować do zachodnich norm. Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia mówią wyraźnie: kobieta może w czasie porodu jeść i pić, powinna chodzić i ćwiczyć, być wolna od uciążliwych badań i kroplówek, które nie pozwalają jej zejść z łóżka. Poród powinien przebiegać zgodnie ze swoim rytmem, bez pochopnego przebijania błon płodowych i nieuzasadnionego nacinania. Jak bardzo te zalecenia odbiegają od rzeczywistości, doskonale wiedzą kobiety, które rodziły w polskich szpitalach. Nieruchome leżenie na plecach, często z podpiętą aparaturą monitorującą i kroplówką - to u nas norma. Zazwyczaj nie wolno jeść i pić, a nacięcie krocza to wręcz standard. Zachód o takich zwyczajach już dawno zapomniał. W Europie Zachodniej kobietom już dawno pozwolono zejść z łóżek. - Grawitacja jest naturalnym sprzymierzeńcem kobiety - przekonuje angielska położna Elizabeth Margaret Stephens, prezes Royal College of Midwives, która bierze udział w konferencji we Wrocławiu. Podobnego zdania jest szwedzka ginekolog, doktor Eva Gundberg. - Jeśli kobieta się rusza, odczuwa mniejszy ból, czas porodu się skraca - tłumaczy. O tym, jak wyglądają zachodnie standardy, opowiadają kobiety, które tam rodziły. - Chodziłam, korzystałam z piłki, cały czas była przy mnie położna, miałam bezpłatne znieczulenie - opowiada Marta, która rodziła w Wielkiej Brytanii. Standardowy niemiecki poród odbywa się w pojedynczej sali, znieczulenie jest wykonywane na życzenie, pokoje połogowe są dwuosobowe, przy każdym łóżku stoi telefon i telewizor. To, co na Zachodzie jest standardem, w Polsce pozostaje jednak luksusem, za który trzeba płacić. Pakiet: znieczulenie plus pojedyncza sala, to wydatek wynoszący blisko 2 tys. zł. Wprawdzie w wielu szpitalach zmienił się wygląd sal porodowych, przybyło nowoczesnego wyposażenia, jak choćby wanien z hydromasażem czy krzeseł do rodzenia w pozycji siedzącej, jednak mało kto ma szansę z tych udogodnień skorzystać.